fbpx
Ameryka Południowa motocyklem. Część 3 – Boliwia

Ameryka Południowa motocyklem. Część 3 – Boliwia

Boliwia była trzecim państwem odwiedzonym podczas naszej podróży po Ameryce Południowej. Ten biedny kraj rządzony od kilkunastu lat przez socjalistycznego prezydenta nie jest nastawiony na turystów z zagranicy. Przykładem tego mogły być ceny paliwa różne dla tubylców i turystów zagranicznych, dodatkowo nie każda stacja mogła nas obsłużyć a cena paliwa sięgała 12zł/l – nasze zapasowe kanistry przydały się tutaj bardzo mocno. Przed przyjazdem naczytałam się również o powszechnej korupcji, płaceniu dziwnych opłat na granicy czy kradzieżach. Na nasze szczęście oprócz problemów przy rezerwacji i płaceniu za nocleg nic takiego nam się nie przydarzyło a piękna przyroda tego kraju zauroczyła nas na dobre.

Titicaca – jezioro z którego wyszło Słońce

Copacabana

Według Inkaskiej legendy w Titicace urodziło się słońce. Jezioro jest ładnie położone, czyste i ciepłe co nie było oczywiste bo temperatura powietrza to około 15-18 stopni. A to dlatego, że znajduje się na ponad 3800m.n.p.m. pomiędzy wschodnim i zachodnim pasmem Andów. Czyli na wysokości dwa razy większej niż Giewont.

Nad jeziorem spaliśmy dwie noce, drugą na hipisowskim campingu w Copacabanie.

Przeprawa promowa Tiquina

Droga śmierci – Coroico

Z Titicaci pojechaliśmy do Coroico, niegdysiejszej osady poszukiwaczy złota, dziś zagłębia uprawy koki.

Plantacja koki gdzieś w dżungli

Dojazd do tej miejscowości wiódł kiedyś słynną górską drogą o nazwie Droga Śmierci którą Zbyszek chciał pokonać. Jest to trakt wycięty w skale, biegnący w poprzek Andów i łączący La Paz z obszarem dżungli. Droga pokonuje ponad 3000m przewyższenia, różne strefy klimatyczne i roślinne. Swoją niechlubną nazwę zawdzięcza niewielkiej szerokości i wieluset metrowej przepaści do której wpadały próbujące się minąć auta. Ciekawostką jest, że obowiązuje na niej ruch lewostronny, jadąc z góry jedzie się od strony urwiska.

Obecnie droga jest zamknięta dla ruchu samochodowego i odbywają się tam turystyczne zjazdy na rowerach górskich.

Wycieczkę po Death Road Zbyszek zrobił sobie solo, ja w tym czasie odpoczywałam w Coroico

Do La Paz wracaliśmy po południu, nie wiedząc czy czeka nas hardcore jazdy po tym mieście w korkach jak dzień wcześniej.

widok na La Paz

Był plan aby nocować już za miastem ale Zbyszek za długo zabawił na Death Road i jechaliśmy do hotelu w centrum La Paz. Docierał tu Dakar, ulice były praktycznie puste. Wszyscy poszli wiwatować, a my nie wiedzieliśmy gdzie. I tak sobie spokojnie śmigamy na navi, aż dojeżdżamy do blokady policyjnej i tłumów. I policja kiwa nam, że mamy wjeżdżać na zamkniętą ulicę. Wzięli Zbyszkowy motocykl za dakarówkę i tak oto trafiliśmy w szpaler wiwatujących ludzi. Taki był nasz pierwszy w życiu kontakt z Dakarem, przypadkowy, prawdziwy, niezapomniany.

Do La Paz wracaliśmy po południu, nie wiedząc czy czeka nas hardcore jazdy po tym mieście w korkach jak dzień wcześniej. Był plan aby nocować poza miastem ale za długo zabawiłem na death road i jechaliśmy do hotelu w mieście. Docierał tu Dakar, ulice były praktycznie puste. Wszyscy poszli wiwatować, a my nie wiedzieliśmy gdzie. I tak sobie spokojnie śmigamy na navi, aż dojeżdżamy do blokady policyjnej i tłumów. I policja kiwa mi, że mam wjeżdżać na zamkniętą ulicę😃 Wzięli moją sexi Tajkę za dakarowy motocykl 😎 i tak oto trafiliśmy w szpaler wiwatujących ludzi. Tego jeszcze nie grali😆. Atmosfera zajebista, niepowtarzalna. Mówię Ewie, że jedziemy tymi alejami ile się da. Taki był mój pierwszy w życiu kontakt z Dakarem, przypadkowy, prawdziwy, niezapomniany. Dziś jesteśmy w Uyuni, za chwilę ruszamy szukać miejscówki bo jadą ku nam 🤙😁

Gepostet von Ameryka Południowa – relacja z podróży motocyklowej am Samstag, 13. Januar 2018
Krótki film z naszego przejazdu przez La Paz

Droga do Uyuni wiedzie przez ogromny płaskowyż główną autostradą tego kraju. Wspomniany wcześniej Rajd Dakar był dla nas wydarzeniem sportowym ale dla tutejszej ludności przede wszystkim politycznym. Na trasie rajdu oraz głównych drogach kraju po których przemieszczała się obsługa Dakaru zorganizowano strajki i blokady – jedyny sposób by zwrócić uwagę polityków i społeczności międzynarodowej. Miasto Oruro było całkowicie zablokowane prze kierowców ciężarówek i busów, panował totalny rozgardiasz. Nie przepuszczano nikogo, chyba, że miałeś motocykl i nie bałeś się nim jeździć po przydrożnych rowach. Dzięki taktyce połączonej z techniką jazdy 🙂 Zbyszka przedostaliśmy się przez wszystkie blokady.

DAKAR – Salar de Uyuni

Uyuni leży pośrodku największego na świecie Salaru, który jest pozostałością po wyschniętym jeziorze położonym na wysokości 3653 m n.p.m.. Jest to również jeden z najbardziej płaskich obszarów na świecie (różnica wzniesień wynosi tu niecałe 41 cm na 10 000 km2). W miejscowości znajduje się widowiskowe cmentarzysko starych pociągów, które również odwiedziliśmy.

Uyuni było też przystankiem rajdu Dakar i oglądanie maszyn ścigających się po pustyni to kolejny punkt naszej podróży.

Wyjechaliśmy z Uyuni po dwóch noclegach w kierunku nie ziemskich krajobrazów okolic San Pedro de Atacama w Chile. Są zasadniczo dwie drogi aby dostać się na Atacamę z tej części Boliwii. Jedna krótsza, centralnie między wulkanami Boliwijskiego Altiplano, ryzykowna solo. Druga wiedzie przez Chile. Jest dłuższa, z około 200km szutru i drogi gruntowej południowo- amerykańskiego patentu. Właśnie na tej drodze przytrzymała nas policyjna blokada- okazało się, ze to trasa rajdu . Ominęliśmy ją i jechaliśmy ścigając się z Dakarówkami – niesamowite przeżycie (szczególnie z tylnego siedzenia pędząc 120km/h po szutrowej drodze).

Ostatnie kilometry do granicy pokonaliśmy w szalonym tempie. Przejście graniczne tego dnia zamykano o godzinie 17 a spanie pod szlabanami na środku pustyni bez dostępu do wody, toalet i jedzenia było ostatnią rzeczą o jakiej marzyliśmy. Dotarliśmy dosłownie w ostatniej chwili. Tuż po przekroczeniu granicy zaszło słońce i cały 300 km odcinek do San Pedro de Atacama przejechaliśmy w ciemnościach i przejmującym zimnie.

Dodaj komentarz

Close Menu
×
×

Koszyk