fbpx
Ukraina i Mołdawia – relacja z wycieczki motocyklowej

Ukraina i Mołdawia – relacja z wycieczki motocyklowej

Podróże po świecie to marzenia wielu z Nas. To właśnie one były powodem zakupu motocykla turystycznego przez Zbyszka. I chociaż trzy lata temu ADV ACADEMY jeszcze nawet nie zakiełkowała w głowie to  doprowadziły one do jej powstania. Im więcej podróżowaliśmy tym mocniejsze było przekonanie,że jazda na motocyklu wymaga ciągłego szkolenia i podnoszenia umiejętności. Wyjazdy we dwoje to wyzwanie nie tylko logistyczne. Szczególnie jazda drogami gruntowymi z pasażerem, załadowanym motocyklem. Jedną z takich krótkich podróży był wyjazd na Ukrainę.

Ukraina to dobry kierunek na kilkudniowy wypad motocyklowy. Nasza trasa obliczona na 7 dni obejmowała 2500 km i zrobiliśmy ją w sierpniu 2017. Za cel obraliśmy sobie odkrywanie polskiej historii we Lwowie, na Podolu oraz kąpiel w Morzu Czarnym. Miał to być wypad wyłącznie asfaltowy ale jak się okazało na Ukrainie droga asfaltowa to pojecie względne. Przed wyjazdem przygotowania dotyczyły przede wszystkim motocykla – BMW R1200GS – wymiana opon na Metzeller Tourance, klocków hamulcowych itp. i właśnie z jego powodu z planowanych 7 dni pozostało 5. Gdy wyjechaliśmy z domu po 60km Zbyszek zauważył wyciek oleju spod pokrywy głowicy i trzeba było wracać naprawić usterkę – uszkodzoną uszczelkę. Przez stratę dwóch dni musieliśmy Lwów potraktować tranzytem – będzie okazja do powrotu na Ukrainę. Trasa z Katowic do Korczowej, a później przejście graniczne poszło dosyć gładko ale przekroczenie granicy z Ukrainą to jak podróż w czasie. Droga do Lwowa, a nawet dalej na południe do Iwano-Frankowska jest jeszcze dosyć przyjemna – szeroka, pusta z łagodnymi zakrętami. Teren malowniczo pagórkowaty, a pola ciągnące się kilometrami dają wyobrażenie o wielkości i rolniczym potencjale tego kraju.

Tylko wsie i miasteczka są jak uśpione w postkomunistycznym świecie. Samochody, ciężarówki, autobusy z kilkudziesięcioletnim stażem i wozy ciągnięte przez konie to tutaj norma. Niestety droga skończyła się w miejscowości Horodeńka. Ostatnie 20 km prostej jak drut szutrostrady, kiedyś asfaltowej, pokonywanej po zmroku było nie lada wyzwaniem. Droga mega podłej jakości, głębokie koleiny, wyrwy w jezdni lub po prostu doły. I choć trasa prosta i szeroka to jedzie się zygzakiem i siłą rzeczy spokojnie. Na nocleg dotarliśmy do Zaleszczyk – przedwojennego polskiego kurortu z rozbudowanym zapleczem turystycznym, domami wczasowymi, altanami i plażą. Było to miejsce wyjazdów na wakacje – trasa kolejowa z Gdyni liczyła 1225km i była najdłuższym połączeniem kolejowym w kraju. Miasteczko okrzyknięto polskim biegunem ciepła i uprawiano tu winorośl, pomarańcze, arbuzy, a nawet ryż. Dziś po dawnej świetności nie ma śladu ale pozostał widok na zakola Dniestru. Nocowaliśmy pod namiotem na skarpie nad miasteczkiem .

 

Zaleszczyki

Drugiego dnia ruszyliśmy przez Podole. Zwiedzaliśmy twierdze w Kamieńcu Podolskim i Chocimiu. Warto wziąć przewodnika aby dowiedzieć się czegoś więcej o tym miejscu i jego historii. Nam udało się poznać Siergieja, polskojęzycznego przewodnika który stara się o kartę Polaka. Kamieniec Podolski przez blisko trzysta lat skutecznie osłaniał południowo-wschodnie rubieże Rzeczypospolitej zyskując przydomek miasta niezwyciężonego. Był uważany za przedmurze chrześcijaństwa i bronił wschodnich granic przed tureckimi hordami. Kamieniec został zdobyty przez Turków dopiero w 1672r . Wrócił do polski w wyniku porozumienia w 1699r lecz nigdy nie odzyskał już dawnej świetności.

 

twierdza w Kamieńcu Podolskim

 

Widok na cerkiew Św. Grzegorza

Równie bogatą historię ma zamek w Chocimiu – dawna rezydencja książąt Mołdawskich. W 1476 roku twierdza wytrzymała oblężenie armii tureckiej jednak pod koniec XVI wieku Mołdawia została poddanym księstwem Imperium Osmańskiego. W 1538 roku twierdza została zdobyta przez wojska polskie by przez kolejne sto lat przechodzić z rąk tureckich w polskie. W 1621 r. armia Rzeczypospolitej licząca 35 tysięcy żołnierzy, wspierana przez 40 tysięcy Kozaków i Mołdawian odniosła zwycięstwo nad armią turecką liczącą około 150 000 ludzi, przy czym ośrodkiem polskiej obrony nie był  zamek chocimski, a otoczony wałami i 8-kilometrowym łukiem szańców ziemnych obóz.

 

Zamek w Chocimiu

Z Podola ruszyliśmy na Mołdawię gdzie zaplanowany był kolejny nocleg w Kiszyniowie. Rano zaliczyliśmy mołdawskie winnice i zaopatrzeni w zapas tamtejszych win obraliśmy kierunek na Morze Czarne. Za ciekawostkę można uznać ogromną ilość przydrożnych studni w tym kraju. Na wsiach studnia przed każdym domem wyglądała jak swoista wizytówka gospodarzy z wymyślnymi zdobieniami, okuciami i w kolorowym malowaniu. Studnie znajdują się też na skrzyżowaniach dróg i niektóre są ogólnodostępne co okazało się zbawienne podczas podróży w upale. Trasa z Mołdawii do Odessy wiodła przez rosyjską republikę bananową zwaną Republiką Naddniestrzańską. Część Mołdawii nad którą kontrolę przejęli Rosjanie i urządzili tu sobie orwelowski zakątek. Samo przekroczenie granicy to 2 godziny spędzone na wypisywanie niepotrzebnych nikomu papierów aby uzyskać winietę uprawniającą do poruszania się po tamtejszych drogach. W  republice nie można płacić kartą master i visa, nie obsługują ich również tamtejsze bankomaty dlatego aby zatankować paliwo musieliśmy szybko szukać kantoru. Cała ta kraina nie pozostawiła na nas dobrego wrażenia i cieszyliśmy się, że wjeżdżamy ponownie na Ukrainę chociaż dojazd do Odessy w 40 stopniowym upale dał nam się mocno we znaki.

 

Studnia w Mołdawii

Nocleg znaleźliśmy na dzikim polu namiotowym/campingu tuż przy plaży w miejscowości Luzanivka. Kąpiel w morzu i nocne rozmowy z Ukraińcami i Białorusinami utwierdziły nas w przekonaniu, że ludzie tutaj są życzliwi i pomocni tylko władza mierna.

 

Plaża w Odessie

Powrót z Odessy do Lwowa zaplanowaliśmy ekspresówkami. Pierwsze 300 km do Umań to dobrze utrzymana dwupasmowa droga, którą pokonaliśmy szybko i sprawnie. Za to odcinek od Umań do Lwowa to droga przez mękę nawet dla turystycznego enduro. Na tej trasie mogli by z powodzeniem kręcić amerykański program o ciężarówkach na najtrudniejszych drogach świata. 500 km kolein, wyboi i osobówek trących spodem o asfalt. Do tego nieoznakowane remonty gdzie asfalt kończy się tak po prostu wjazdem do rozkopanej dziury i wiedzie tak przez kilkaset metrów do następnego kawałka pseudo drogi. Gdy do tego wszystkiego dopadł nas jeszcze deszcz odpuściliśmy dalszą jazdę i zatrzymaliśmy się na nocleg za Chmielnickim. Kolejny dzień to powrót do domu.

 

Ukraińskie drogi

Nasza wycieczka trwała pięć dni i przejechaliśmy 2500km. Odwiedziliśmy w tym czasie trzy kraje, udało się zamoczyć w morzu, przywieź sporo trunków i wydać na to 1200zł. Licząc wszystkie koszty łącznie z paliwem (dane na rok 2017). Przed wyjazdem były obawy o bezpieczeństwo nasze i motocykla oraz kontakt z policją. Nie odczuliśmy żadnego problemu z pierwszą kwestią. Jeśli chodzi o drugą to trzeba uważać szczególnie by nie zostać sam na sam z stróżami prawa. Zatrzymali nas dwa razy. Raz przy wyjeździe po zmroku ze stacji benzynowej. Drugi raz zatrzymali nas chyba z ciekawości na autostradzie ucięliśmy sobie pogawędkę o tym skąd dokąd i co to za maszyna. W jednym i drugim przypadku wszystko w miłej atmosferze. Jeśli macie jakieś pytania piszcie śmiało w komentarzach

 

Trasa

Dzień 1. Katowice- Zaleszczyki 660km

Dzień 2 Zaleszczyki – Kamieniec Podolski- Chocim- Kiszyniów 430km

Dzień 3 Kiszyniów- Republika Naddniestrzańska- Odessa- 200km

Dzień 4 Odessa – Umań – Chmielnicki 550km

Dzień 5 Chmielnicki – Katowice 610km

Autor Ewa Tarnawska

Dodaj komentarz

Close Menu
×
×

Koszyk